Załamująca się w naszych oczach epoka, którą rozpoczął Renesans, okres dziejów, z którego byliśmy tak dumni, wywołuje u wielu ludzi myślących uczucie trwogi, przeczucie jakby zbliżającej się katastrofy. Złowróżbne głosy Spenglerów, Kayserlingów, Massitów okazały się przy bliższym wejrzeniu raczej ciekawymi, lecz powierzchownymi analizami o wątpliwych wnioskach, niemniej pozostało w umysłach ludzi poczucie, że coś kończy się nieodwołalnie i tylko najbardziej ociężałe myślowo mamuty wierzą jeszcze, że obecny kryzys duchowy jest tylko przemijającą koniunkturą.
W dążności do zrozumienia dzisiejszych przemian sięga się chętnie do analogii historycznych, przy czym wzrok zwraca się ku końcowym wiekom Cesarstwa Rzymskiego, szukając przyczyn jego upadku i konfrontując objawy „rzymskiej choroby” z objawami współczesnego kryzysu. Jest to o tyle słuszne, że okres, którego koniec przeżywamy, rozpoczął się wprowadzeniem do ustroju społecznego narodów europejskich rzymskich pojęć prawnych, które wyrugowały organicznie rozwijające się prawo średniowieczne i przyniosły gwałtowny przewrót w pojęciach warstw rządzących. Warto więc spojrzeć na stosunki, których produktem była owa tak wysoko ceniona nauka prawa rzymskiego...
Całość w Dzienniku Narodowo-Radykalnym Nacjonalista.pl





