02.04.2005: Odszedł Jan Paweł II

Odszedł w pierwszą sobotę miesiąca, w dzień, który wskazała sama Matka Boża. Oddał Jej wszystko, mówiąc „totus Tuus”. W sobotnią noc, o godzinie 21:37, Karol Wojtyła, Papież - Polak, stał się cały Twój, Maryjo. Zaprowadź go prosto do miejsca, gdzie będzie mógł podziwiać Boży Majestat!

 

„Jestem spokojny, wy też bądźcie”. Te słowa dowodzą jednego, tego, że sumienie gasnącego Jana Pawła II było czyste. Ile - jeszcze nie dziś i nie jutro, ale za jakiś czas - ile pojawi się głosów oceniających ten pontyfikat? Ci, których pomysły Karol Wojtyła wprowadził do Kościoła, krzyczą dziś „święty”. Mniej liczna grupa już za jego życia krytykowała go za modernizm i ekumenizm. A jaka jest prawda? Prawda jest taka, że bardzo kochał ludzi. Kochał wszystkich i to tak mocno, że może i za mocno. Ale nikczemnością i bezdusznością, tak, czy inaczej, byłoby mu za tą miłość nie podziękować. Podziękujmy i odprowadźmy jego duszę do bram niebios modlitwami.

 

Nas, Polaków, kochał szczególnie. Nas odwiedzał najczęściej, do nas zawsze przemawiał. Czuliśmy dumę, że każdego dnia Polak jest na ustach całego świata. Kochaliśmy go, choć w ogóle nie słuchaliśmy. Czyniliśmy zeń zakładnika integracji europejskiej, rzucając co chwilę to na jedną, to na drugą stronę barykady. Gromadziliśmy się milionami, by piskiem zagłuszyć to, co ma do powiedzenia. A mówił o miłości. Miał jej wiele. Nie był jak miedź brzęcząca. Nie ekumenizm, nie modernizm i nie indyferentyzm były jego najważniejszymi lekcjami, lecz po prostu nauka miłości. To, co uważał za jej implikacje, spotkania w Asyżu, przeprosiny wszystkich za wszystko, pomińmy na razie, odłóżmy. Najistotniejszą naukę, tą o miłości do każdego człowieka, umieśćmy zaś w sercach obok innych wiecznych nauk Kościoła katolickiego.

 

Nie będę się porywał na ocenę znaczenia pontyfikatu Jana Pawła II dla katolicyzmu i wiary, nie jest to rzeczą moją, lecz mądrzejszych ode mnie. Gdy usłyszałem w piątek pierwszą - wtedy fałszywą - informację o jego śmierci, zacząłem się zastanawiać nad tym, kim był, jaki ślad starał się pozostawić w duszy każdego i jaki pozostawił w mojej. Jego nauka była lekcją bezprecedensową. On jako pierwszy z taką mocą podkreślał to, że każdy - każdy, bez wyjątku - człowiek ma nieśmiertelną duszę i że wartość tej duszy jest większa od wszystkiego, co ma do zaoferowania świat. Uczył patrzeć na ludzkość jako na zbiór unikatowych i niepowtarzalnych jednostek, zabraniał zaś spoglądać na nas, jak na masę. Poczynił w tej kwestii spostrzeżenie, które Kościół musi zatrzymać i przekazywać dalej: miłość jest potężniejsza, niż śmierć.

 

Stwierdzenie, że bez Jana Pawła II nie byłoby upadku komunizmu w Polsce nie pojawiło się w sobotnią noc. Znane było od dawna. My, Polacy, zawdzięczamy mu wiele. W sobotnią noc każdy z nas stracił osobistego przyjaciela i to właśnie dlatego milionami gromadziliśmy się na czuwaniach w świątyniach w całym kraju. Przez dwadzieścia wieków historii Kościoła, który przecież tkwi w istocie polskości, tylko ten jeden papież stał na bramce w naszej drużynie, a później chodził z nami na kremówki. Nie sposób nie płakać…

 

Ostatnia katecheza Papieża była wielką lekcją. Odchodził tak, jak nauczał: odważnie, z nadzieją; choć powalony, to pełen godności. Przez kilkanaście ostatnich lat promieniował wewnętrzną siłą, mocniejszą od chorób. Był świadectwem tego, że człowiek zawsze powinien zakładać, iż Bóg chce, byśmy żyli i nie poddawali się. Teraz zatkał usta wszystkim tym, którzy twierdzili, że powinien był odejść ze względu na niedołęstwo. Choć cierpiał pewnie więcej, niż niejeden holenderski tchórzliwy samobójca, to ani przez chwilę nie chciał się poddać. Dzisiaj udowadnia, ze miał racje. Stary, zmęczony, schorowany, bezwładny niemalże i nie potrafiący dobyć z siebie głosu człowiek pokazuje, ze jeśli tylko taka jest wola Boga, może zjednoczyć wokół siebie cały świat. Pewnie nie raz nachodziła go chęć oddania ducha, pewnie męczyło go juz utrzymywanie go przy życiu, ale jednak dźwigał ten ciężki krzyż żywota.

 

Nie ma go już z nami. Co będzie teraz? Bóg wie, my jeszcze nie. Chwila zadumy… Pomyślmy nad tym, jak trzeba żyć, by odejść tak, jak on. Pomyślmy, czy coś z tego wielkiego człowieka i wielkiego Polaka zostało w nas. Pomyślmy, jak to zatrzymać, nie na chwilę, lecz na zawsze…

 

Requiem aeternam dona eis, Domine, et lux perpetua luceat eis...


© 2003, 2004, 2005, 2006 Narodowe Odrodzenie Polski. Przedruk części lub całości materiałów dozwolony tylko za zgodą redakcji.